Ładowanie

Moson Show 20-21.04.2024

Moson Show 20-21.04.2024

Polak, Węgier dwa bratanki…. Lengyel, magyar – két jó barát…

Przygotowania.

O tym jakim wydarzeniem w świecie modelarskim jest Moson Show, chyba nie trzeba nikogo informować. Z kronikarskiego obowiązku jednak wyjaśnię. Jedna z większych, jak nie największa impreza w Europie, na którą przybywają uczestnicy z całego świata.
Decyzja o tym, że jedziemy do Mosonmagarovar zapadła praktycznie zaraz po ogłoszeniu przez organizatorów terminu imprezy. Czyli w kwietniu 2023 roku. Skład ekipy był praktycznie od samego początku jeden. Artur, Mikołaj, Andrzej, Marcel, Adam, Bartek, Eryk i Jarek.
Koniecznym było jechać w dwa auta. I tak się jakoś złożyło, że podzieliliśmy się na ekipę pancerniaków, nazwanymi później czterema pancernymi, oraz na załogę lotników. Nie muszę wyjaśniać z jakiego powodu te nazwy. Ustaliliśmy, że wyjeżdżamy wcześnie rano w piątek 19 kwietnia.

Dzień pierwszy. Droga.

5:50 ekipa lotników wyjeżdża z Inowrocławia. Po drodze zamiana auta we Włocławku i we wcześniej wymienionym składzie wyruszamy na podbój Węgier.
Czterej pancerni mieli nieco gorzej bo każdy z innego miasta, a do tego dopadły ich nieprzewidziane problemy na trasie Bydgoszcz – Toruń w postaci blokady trasy przez kolumnę transporterów wojskowych. Koniec końców wyjechali z małym opóźnieniem.
O drodze można by nic nie napisać, bo co może być fascynującego w blisko ośmiuset kilometrowym dystansie, i prawie dziesięciu godzinach spędzonych w samochodach?
Trasa nieco nużąca, bo cały czas autostrada. Polska mignęła jak w przyśpieszonym tempie. Czechy, właściwie bez szczególnych zdarzeń, z wyjątkiem bez przerwy padającego deszczu. Słowacja, kawałek. Tu odnotować należy, że musieliśmy się zatrzymać na prośbę Mikołaja, który stwierdził, że nigdy nie był na Słowacji. No więc zatrzymaliśmy się, Mikołaj pobył na Słowacji jakieś pięć minut i pojechaliśmy dalej. Niewiele, ale nikt już mu nie zarzuci, że nie był na Słowacji.
Dojechaliśmy na Węgry. Mosonamagyarovar leży blisko granicy, wiec na miejscu byliśmy w kilkanaście minut.
Udało się zaparkować pod samą halą. Po wejściu do środka zastaliśmy tłum ludzi czekających w kolejce do rejestracji modeli. Oczywiście każdy spotkał jakiegoś swojego znajomego. Były więc tradycyjne przywitania, i rozmowy na temat co kto przywiózł, i co skleił.
Rozstawiliśmy swoje prace na stołach, zwiedziliśmy najbliższą okolicę, wpadliśmy na giełdę modelarską, podpatrzyliśmy co już jest wystawione, i w końcu dotarli pancerni.
Dzień dobiegł końca na rozmowach okołomodelarskich.

Dzień drugi. Moson Show.

Zanim zameldowaliśmy się w UFM Arena, pancerniacy pojechali zobaczyć Dunaj i odwiedzili miejsce styku trzech granic Węgierskiej,Austriackiej i Słowackiej.
Natomiast lotnicy „znaleźli” Miga 21 stojącego na lokalnym podwórku.
Po wejściu na halę okazało się, że takich amatorów modelarstwa są setki. Dokładnie jak podał organizator było blisko 900 zawodników z 43 krajów świata, a zgromadzono około 3000 modeli!!!
I to jakich.
Poziom absolutnie światowy. Tak na oko 2500 najwyższa półka wykonania, a cała reszta to modele, których nie powstydziłby się żaden inny konkurs modelarski.
Jak to mówią, można było oczy wypatrzyć, podziwiając modele.
By obejrzeć wszystko dokładnie potrzeba by kilka dni. My w sobotę poświęciliśmy około 6 godzin. Odwiedziliśmy kilkukrotnie giełdę modelarską umiejscowioną w hali obok. Oczywiście nie omieszkaliśmy zostawić na niej ciężko zarobionych pieniędzy. A było na co wydawać, oj było…
Będąc na Węgrzech nie omieszkaliśmy spróbować lokalnych produktów kulinarnych w postaci Magyaros gulyásleves zupy gulaszowej oraz Marhapörkölt házi galuskával czyli gulaszu z domowymi kluskami.
Naszym zadaniem w sobotę było wytypowanie modelu, który nagrodzimy naszym pucharem. I tu jak zwykle był problem. Nie było zgodności w jego wyborze, a że modeli było jak już wcześniej wspomniano 3000, zadanie nie było łatwe. Decyzję postanowiliśmy podjąć nieco później.
Pełni wrażeń udaliśmy się na spoczynek.

Dzień trzeci. Niedziela

Od rana ponowne podziwianie arcydzieł z całego świata. Rozmowy ze znajomymi. Ponowne wizyty na giełdzie.
Udało nam się w końcu znaleźć kompromis dotyczący wyboru modelu, który najbardziej przypadł nam do gustu. Wybór padł na śmigłowiec Sikorsky S-64E Skycrane w skali 1:72.
Autorem tej wspaniałej pracy jest Shang Zongije z Tajwanu. Więc puchar ISMR trafił do dalekiej Azji!
O godzinie 13:30 można było zacząć się pakować. Zastanawiacie ile godzin może zająć spakowanie wszystkich zgromadzonych prac?? Otóż całe pół godziny. W ciągu następnej godziny hala była posprzątana ze stołów i gotowa na rozdanie nagród.
Zakończenie uświetniła obecność burmistrza Mosonmagarovar, oraz dowódcy lokalnej jednostki wojskowej.
Z nieśmiałością oczekiwaliśmy, co mogliśmy ugrać w tak doborowym towarzystwie? Czy nie będzie wstydu? Czy nasza cała ekipa dostanie choć jeden medal??
Efekt końcowy przekroczył nasze najśmielsze oczekiwania. Wychodziliśmy łącznie aż osiem razy!!!
Eryk otrzymał złoto, Bartek złoto, Jarek złoto, Mikołaj również złoto i dorzucił jeszcze srebrny medal. Marcel za swój model dostał srebrny medal, i zabrane modele Krzysztofa i drugiego Jarka dostały także po srebrze.

Powrót.

800 kilometrów, 10 godzin i ostatni uczestnik naszej wyprawy około 4 rano był w domu.
Impreza przeszła najśmielsze nasze oczekiwania. Ilość modeli momentami wręcz przytłaczająca. Tak jak już wcześniej wspomniałem, nie było słabych prac. Były tylko bardzo dobre i wręcz wybitne w każdej z kategorii.
Rok szybko mine i pewnie znów ISMR pojawi się w Mosonmagyarovar na tamtejszym MOSONSHOW.

Statystyki:

Około 3000 modeli
900 uczestników
200 wolontariuszy biorących udział w przygotowaniu imprezy
Międzynarodowa ekipa sędziów

Share this content: