Wczytywanie teraz

Moson czyli mekka modelarstwa w pigułce

Moson czyli mekka modelarstwa w pigułce

Emocje po Moson Show już opadły, więc czas podzielić się z Wami relacją z tego wydarzenia napisaną przez kolegę Marcela z Grudziądza.

Wyjechaliśmy rano, wcześnie rano, czyli jak dla mnie godzina 7:00 i także jak zwykle dla mnie z Grudziądza. Droga do Torunia aby przepakować się do busa przebiegła lekko i sprawnie. Wyjechaliśmy chwilę po 8 i obraliśmy azymut: Łódź.

Niespecjalnie byłem rad wracać do Łodzi, bo to Łódź, ale cóż było warto jak się okaże.W pięknej Łodzi odebraliśmy jeszcze dwóch modelarzy i wtedy obraliśmy kierunek na miejsce docelowe czyli miasteczko Mosonmagyaróvár, w którym odbywa się coroczne święto modelarskie zwane Moson Show, a w tym roku odbyła się jego 28. edycja.

Był to mój pierwszy wyjazd na ten konkurs, aczkolwiek wiele się nasłuchałem o niebywale wysokim poziomie prac, które można tam zobaczyć. Jak przyjechaliśmy na halę, stffuu, nie bójmy się użyć tego słowa, ogromną halę, to pierwsze co ujrzałem były plakaty na 18. Inowrocławskiego Festiwalu Modelarskiego, bardzo zdziwił mnie ten widok, gdyż podobno nikt z ISMR nie jechał na ten festiwal prócz mnie.

Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy po zapytaniu chłopaków na grupie forumowej „Skąd w Moson nasze plakaty?”. Szybko otrzymałem odpowiedz – „od kolegi Piotra” – przyjechał je rozwiesić i wróci na salę w niedzielę.

Szybko więc rozpakowaliśmy modele, które o dziwo nie połamały się w transporcie i udaliśmy się na nocleg w mieścinie obok czyli Gyor. Migiem się zameldowaliśmy i boom… Dostaliśmy pokój z jednym łóżkiem…. Na szczęście obsługa hotelu była na tyle miła, że pokój wymieniono nam na taki z dwoma osobnymi łóżkami i po kolacji w hotelowej knajpie udaliśmy się do snu aby rano wstać i pojechać na ogromną sale.

Godz. 6:30

Wstałem oszołomiony po ciężkiej podróży, ubrałem co szafa wypluła, zjadłem śniadanie, wsiadłem do auta, i w przeciągu 2 godzin znalazłem się na OGROMNEJ SALI. Szybko odebrałem karty startowe, i pociesznym krokiem obrałem kierunek – giełda, a giełda ta jak żadna inna. Kojarzycie imprezę w Bytomiu? To sala giełdowa była wielkości tej w której odbywał się konkurs właśnie w Bytomiu.

Buszowanie pomiędzy tysiącami prac i dziesiątkami stoisk giełdowych to jest to co modelarze lubią najbardziej, a Moson nadaje się do tego najlepiej na świecie.

Później rozstawiony został stolik Modelarza Polskiego, tam przepadłem w rozmowach i nie wiadomo kiedy zjawiła się pora obiadowa. Jak Węgry, to trzeba spróbować mitycznego langosza, który każdy poleca, spróbowałem, był bardzo dobry, więc po obiedzie część dalsza buszowania po salach.

Powrót do noclegu okazał się być z jednej strony depresyjny z uwagi na koniec rozmów z jedną częścią modelarzy, ale wybitny poprzez możliwość oglądania modeli, które zakupiliśmy na giełdzie wraz z członkami wyjazdu. Kolacja i do spania.

Godz. 7:00

Jemy śniadanko i ponownie ruszamy do raju rozmów i modeli. Po wejściu na salę udałem się do stołów z modelami w celu bliższego przyjrzenia się modelom. Moim oczom ukazało się wyróżnienie od Jury pod tytułem „Commended” – radości nie było końca, bo zadowolony biegałem po Sali, a entuzjazmu nie dało się ukryć.

Czas minął szybko, a nawet zbyt szybko i trzeba było zbierać modele do kartonów. Zakończenie imprezy trwało długo, a nam śpieszyło się na wycieczkę. Celem owej wycieczki była Bratysława, piękne słowackie miasto. I szczerze? Wrócę tam chociażby dla samego zwiedzania tego miasta.

Widoki z góry zamkowej cudowne, po zejściu z tej góry udaliśmy się na równie cudowną kolację czyli sznycla z pi…. Także po kolacji obraliśmy kierunek Gyor i poszliśmy spać.

Godz. 6:30

Długo jednak to nie trwało, gdyż już o wczesnej a nawet zbyt wczesnej godzinie porannej zbudził nas dźwięk budzika mówiący że, czas już ruszać. Smutno było opuszczać Węgry, więc z tego smutku podpisaliśmy pakt z diabłem i przyrzekliśmy że, za rok znowu pojawimy się w Moson.

Na powrocie stacja benzynowa w Czechach powitała nas krecikiem, tym z bajki oczywiście, był mojego rozmiaru, co jest dziwne bo mało rzeczy jest tak dużych.

I w końcu, po długiej podróży zjawiłem się w domu. Tak jak wyjazd się zaczął od pobudki, tak kończy się snem. Niby trwało to aż 4 dni, ale czułem się jakby był to jeden baaaaardzo długi dzień.

Share this content:

Być może przegapiłeś