Wczytywanie teraz

Historia o czołgu co jeździł po szynach – czyli najnowszy projekt Artura

Historia o czołgu co jeździł po szynach – czyli najnowszy projekt Artura

Jak to mówią, nie samymi przygotowaniami do 18. Inowrocławskiego Konkursu Modelarskiego człowiek żyje, więc dzisiaj prezentujemy rozbudowany projekt w skali 1/35 w wykonaniu naszego kolegi Artura.

Wagon Ssyms – Sabre

Wagon to wyrób japońskiej firmy Sabre w wersji PROFI.  Samo spasowanie części było prawie wzorowe, żeby nie szwy wynikające z łączenia połówek form. Gdyby nie ta niedogodność, wagon byłby idealnym modelem. Całość Artur pomalował kolorem Panzer Grey dodając odrobinę Nato Black i Rust stworzył mieszankę, która miała być bazą dla dalszych zabiegów brudząco-upiększających. 

W dalszej kolejności zamaskował górę platformy i różnymi odcieniami brązu aerografem stworzył imitację drewnianego pokładu. Następnie washami w odcieniach brązu i olejami oraz pigmentami zrobił wyobrażenie pokładu, na którym przewożone były czołgi. Artur nie widział do końca czy tak powinno być, ale najważniejsze, że jemu się podobało. Następnym krokiem było naklejenie kalkomanii i brudzenie. Nie było to łatwe, ale wyjazd na bocznicę kolejową ułatwił mu zadanie i kilka dni nanosił zadowalający go Weathering platformy. Na koniec polakierował pokład lakierem matowym i odstawił na półkę.

Podstawka

Na początek skleił szyny z podkładami. Artur jeszcze nie widział tak fantastycznie odlanych torów – po prostu miniatura prawdziwych torów. Podstawkę została sklejona z polistyrenowych płytek, w które to korytko wkleił wcześniej sklejone tory. Odstawił całość na noc do wyschnięcia. Następnego dnia torowisko obsypał drobnym żwirkiem, a boki drobnym piaskiem i całość zalał rozrzedzonym wikolem.

Ponownie odstawił do wyschnięcia na noc i następnego dnia zaczął sadzić trawkę elektrostatyczną. Wyszło bardzo fajnie, ale na tym etapie Artur obawiał się, że popełniłem błąd – zamiast piasku mógł użyć słynnej ziemi humlinskiej – miałby od razu odpowiedni kolor. Nie poddał się, wzorując się na tutorialach pomalował całość czarnym podkładem, który dodatkowo scalił wszystkie detale w jedną całość. Następnym krokiem za pomocą aerografu pomalował imitację ziemi w odcieniach brązu, oraz trawę w jedynym słusznym zielonym kolorze. Kamienie otrzymały jasnoszarą barwę.

Teraz nadszedł czas malowania pędzelkami. Różnymi kolorami pomalował kamyki oraz fragmenty roślinności. Podkłady dostały kolor khaki, który został zgaszony czarno-brązowym washem i wygląda dobrze. Na koniec pozostały do pomalowania same szyny, które za pomocą aerografu pomalował na rdzawy kolor. Finalnie główkę szyny przetarł stalowym pigmentem i tym sposobem miał skończoną podstawkę.

Silnik W-2 – MiniArt

Na zdjęciu widać stojący silnik zamontowany w drewnianej klatce. Taki silnik ma w swojej ofercie MiniArt, jest on cześcią modelu T-34. Sam zestaw jest bardzo szczegółowy i zawiera cały przedział, ale mnie interesował tylko silnik. Samo sklejenie zajęło Arturowi jedno popołudnie i było fajnym relaksem.

Większym wyzwaniem było odtworzenie okablowania, ale na szczęście wszystko poszło gładko i bez problemów. W jedno sobotnie popołudnie korpus silnika pomalował na odpowiedni kolor, a następnie za pomocą znakomitych markerów od AK Interactive pokolorował resztę detali. Pozostała do zrobienia rama, w której wyeksponowany jest silnik. Ramę zrobił z drewnianych patyczków posklejanych klejem CA. Na koniec pobrudził silnik, dodał wycieki płynów eksploatacyjnych i wkleił we wcześniej wykonaną ramę transportową. Następny element układanki można było odstawić do gabloty.

Czołg  KV-2 – Trumpeter

Budowę modelu zaczął tak jak nakazuje instrukcja od wanny i faktycznie to klejenie było mocno siłowe. Przy użyciu masy klamerek skleił wannę. Gdy ta schła powycinał i obrobił elementy zawieszenia i koła, które częściowo następnego dnia wraz z górnym pancerzem zostały doklejone do wcześniej sklejonego elementu. Za pomocą nożyka i pilnika odtworzył na brzegach kadłuba imitację spawów. Następnie odstawił to wszystko do wyschnięcia i na warsztat trafiła wieża.

Nie wymieniał  żadnych elementów na fototrawione, bo takie miał od początki założenie – model prosto z pudełka.  Niestety nie mógł patrzeć na zestawowe uchwyty i te zastąpił wykonanymi z drutu. Następnym krokiem było doklejenie błotników i pozostałej drobnicy i można było model malować podkładem.

Ale zanim to zrobił złożył gąsienice. To było chyba ostatni raz kiedy Artur wykorzystał drukowane gąsienice – są bardzo fajne, ale jednocześnie bardzo kruche i w paru miejscach część się odłamała w procesie brudzenia, widocznie wydruk pod wpływem chemii robi się słaby.

I nadszedł dzień w którym czołg dostał czarny podkład. Wyglądał złowieszczo i ponuro. Faktycznie mógł budzić grozę. Następnym krokiem było pomalowanie na słynny rosyjski kolor 4BO. A jest tyle odcieni i modyfikacji, że każdy kolor będzie dobry pod warunkiem że będzie to zielony. Na początek Artur pomalował czołg ciemniejszym odcieniem, na to nałożył płyn do odprysków od Modeller World i po wyschnięciu jaśniejszy odcień zieleni. Po odczekaniu około godziny za pomocą pędzelka zaczął drapać. Górna warstwa farby pod wpływem wody schodziła dosyć opornie, ale dało się. Po prawie godzinie uzyskał efekt, który w miarę go zadowolił. Pozostawił model na noc do wyschnięcia i następnego dnia polakierował go błyszczącym lakierem.

Gdy dobrze wysechł naniósł pierwszą warstwę brudzenia – wash. Już po tym zabiegu z jednolitej bryły zaczęły wyłaniać się pierwsze detale, a model nie był już gładki. Następnym krokiem było pomalowanie matowym lakierem i dalsze prace nad efektami eksploatacyjnymi. Niestety nie jest to Artura mocna strona i wyszło tak jak wyszło.

Pozostało jeszcze pomalować i pobrudzić gąsienice. Wcześniej zostały pomalowane wraz z wagonem i teraz nadszedł czas na właściwy kolor, który powstał w wyniku zmieszania Red Brown i Nato Black z Tamiyi. Po wyschnięciu całość pomalował pędzelkiem miksturą podejrzaną u znanego polskiego modelarza, a mianowicie 5 kropli Buff + 1 kropla płynu do naczyń + woda i wszystko wymieszane w buteleczce po farbkach Tamiya. Pomalował całość pędzlem i odstawił do wyschnięcia. Następnym krokiem było położenie pigmentów i zalanie ich medium. I ponownie odłożył na noc. Następnie starł nadmiar pigmentu i na nowo zalał medium, dodając odrobinę luźnego pigmentu w troszkę innych barwach, tak by zróżnicować jeszcze bardziej powierzchnię gąsienic, starał się by na każdej był inny wzorek brudu, wszak nie może być tak samo, bo każda jedzie niby po takich samych odcinkach, ale czasami jakże odmiennych.

Gdy brudy dobrze się utrwaliły, na koniec przetarł grafitem wszystkie wystające fragmenty – tam gdzie wzór gąsienic wgryza się w ziemię. Pozostało jeszcze je założyć i tutaj okazało się że są za krótkie, brakowało po dwa, trzy ogniwa – by oddać charakterystyczny zwis na górnych kołach podtrzymujących. Niestety nie było już czasu na zamawianie dodatkowych ogniw i musiało zostać, tak jak jest. I jeszcze jedna uwaga, o której wcześniej wspominał, wydruki 3D są bardzo kruche, jeden nieostrożny ruch i pękają, Arturowi na paru ogniwach w kilku miejscach zrobiły się uszczerbki i jakoś to przeżył, choć nie jest zadowolony z tego faktu.

Share this content: